____________________________________________Dowcipy________________________________
RSS
sobota, 24 stycznia 2009
Pamietnik policjanta
PONIEDZIAŁEK - Siedzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką.
WTOREK - Nadal siedzimy nad krzyżówką.
SRODA - Przyszedł płk. Żelazny i powiedział, żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo leży do góry nogami.
CZWARTEK -Odwróciliśmy, ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy.
PIĄTEK - Zgłodniałem Kapral Klucha chyba też, bo krzyżówka zniknęła.
SOBOTA - Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy się do łapania bandytów. Ja złapałem jednego, a kapral Klucha 38.
NIEDZIELA - Płk. Żelazny osobiście złożył przeprosiny na ręce attache ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem zwolnić kierowcę. Pech.
PONIEDZIAŁEK - Kieruje ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał płk. Żelazny. Pomachałem mu ręką. Mam teraz niezły karambol.
WTOREK - Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną Toyotą. Musimy go jednak przerwać bo nogawka wkręciła mi się w łańcuch, a kapralowi Klusze pęd powietrza oderwał dzwonek.
ŚRODA - Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja się cholera przyznałem.
CZWARTEK - Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr 7 niejaka babcia Pelagia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie potwierdziła. Babcia Pelagia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu.
PIĄTEK - Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.
SOBOTA - Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego tuż pod moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w kartotece. To mój "maluch". Chyba wezmę urlop.
NIEDZIELA - Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuję też jakiś wstręt do wody. Może to angina?
PONIEDZIAŁEK - Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra. Pędzimy na sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś najechał. Sprawdzam co to było. Już nie szukamy kotka.
WTOREK - W parku pojawił się ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę. Niestety. Wymknął się. Został mi w ręce tylko jego płaszcz. Fajnie wyglądał, jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce.
ŚRODA - Remontuję mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ścianę. Umówiłem się z sąsiadem, że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był nieprzytomny.
CZWARTEK - W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym skądś znał. Ale skąd?
PIĄTEK - Dzisiaj płk. Żelazny oddał mi moją ankietę personalną ze zdjęciem, która nie wiadomo czemu, zaplątała się między listy gończe. Teraz już wiem, skąd znałem tego gościa!
SOBOTA - Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.
NIEDZIELA - Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości dwóch jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł. "Psy 2". Nawet się zgadza.
PONIEDZIAŁEK - Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie a jednak?!
WTOREK - Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze tak się to spodobało, że zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik Żelazny nie zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką.
ŚRODA - Nudzimy się w radiowozie. Grzebię w samochodowej zapalniczce. Palec mi się zaklinował. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem się pocić.
CZWARTEK - Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam czym prędzej, ale nie było się po co spieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali.
PIĄTEK - Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha ostro prowadzi radiowóz. Dobrze, ze wcześniej wysiadłem na siusiu.
SOBOTA - Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne wskazania. Dostaliśmy wiadomość z komendy, aby zwrócić echosondę, która jest dowodem w sprawie.
NIEDZIELA - Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzien bardzo udany. Szkoda tylko, że zapomniałem zabrać wędek dla naszego zgranego zespołu.
PONIEDZIAŁEK - Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski mojego "malucha". 50km/h - urwały mi się lusterka. 60km/h - lakier zaczął się łuszczyć, a wycieraczki przepełzły na tylnią szybę, 70km/h - maska zawinęła mi się na dach. Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta.
WTOREK - Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po obejrzeniu pierwszej strony, płk. Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety, zwymiotowałem dopiero w domu.
ŚRODA - Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne kurtki. Widoczny napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie jakieś... dziwne.
CZWARTEK - Mam dolegliwości żołądkowe. Cały dzień siedzę w toalecie. Papierkowa robota.
PIĄTEK - Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie, który został nam przysłany z komendy głównej razem z paczką dyskietek. Płk. Żelazny złożył podanie o przydział komputera.
SOBOTA - Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci podatki, a my tu tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skończyła nam się w zeszłym tygodniu.
NIEDZIELA - Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie. Ćwiczy posterunkowy Paproch z manekinem. Coś tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego posterunkowy Paproch rozebrał się do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał Paprocha po pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem. Rozbierać się czy nie? A zima?
PONIEDZIAŁEK - Dzisiaj posterunkowy Paproch powiedział, że idzie sobie ugotować jajka. Zawczasu wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Oj, jego żona będzie znowu wściekła!
WTOREK - Razem z kapralem Kluchą znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące na ławce. Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie oddycha. Kiedy próbowałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęłychrapać. Klucha ma popsute lusterko.
ŚRODA - Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia. Kapral Klucha przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej. Podejrzana o dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesia. Kapral Klucha udał się do babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło się doniesienie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wiesi po godzinie, bez czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach.
CZWARTEK - Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował grę w butelkę. Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczną odległość.
PIĄTEK - Wespół z Paprochem, eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów. Nie rozumiem, dlaczego tak się nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo znanych wszystkim osobistości: Gagarina, Napoleona, Puszkina, a nawet Elvisa. Król rock 'n' rola nie chciał mi jednak zaśpiewać tylko ugryzł mnie w rękę i napluł na daszek czapki.
SOBOTA - Mobilizacja sił. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy stadion. Gdyby Klucha nie krzyczał "GOL" kiedy bramkę strzeliła drużyna przyjezdna, być może wyszlibyśmy z tego cało.
NIEDZIELA - Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii, bo kibice kazali mu zjeść krawat i pałkę. Ja leżę na oddziale intensywnej opieki medycznej. Jakiś łysy przywalił mi ławką, a drugi w szaliku poprawił metalową rurką. Paproch leży nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę.



czwartek, 22 stycznia 2009
Na wesolo
Wchodzi facet do warzywniaka i pyta się sprzedawczyni:
- To takie zielone, owalne, włochate to co to jest
- a to kiwi
- To poproszę 1 kilogram i proszę zapakować każde oddzielnie , a jeszcze to takie ciemne, niebieskawe , okrągłe to co ?
- a to śliwki proszę pana
- To zważy Pani 3 kilo i proszę każdą zapakować osobno , a jeszcze to takie czerwone , okrągłe to co to jest ?
- wiśnie proszę Pana
- To poproszę 5 kilo i zapakuje Pani każdą oddzielnie, aha a to takie małe czarne to co to ?
- a to mak ale kurwa nie na sprzedaż !!!
* * * * * * *
Dzwoni telefon:
- Kochanie, co wolisz: banany czy truskawki?
- Na bazarze jesteś, mój rycerzu?
- Nie, w aptece.
* * * * * * *
- Koleżanka pije?
- Nie
- Dlaczego?
- Mam problemy z nogami
- Uginają się?
- Nie, rozkładają...
* * * * * * *
Chłopak podchodzi do dziewczyny.
- Tańczysz?
- Tańczę, śpiewam, gram na gitarze...
- Co ty pleciesz?!
- Plotę, wyszywam, lepie garnki...
* * * * * * *
Wysiada z pociągu w nieznanym sobie mieście muzyk z kontrabasem.
Dłuższa chwile stara się zorientować, w która ma iść stronę.
W końcu pyta, podpierającego ścianę dworca kolejowego, pijaczka:
- Panie, jak się dostać do filharmonii?
- Ćwiczyć, kurwa, ćwiczyć!...
* * * * * * *
Pewnego dnia szef dużego biura zauważył nowego pracownika. Kazał mu przyjść do swego pokoju.
- Jak się nazywasz?
- Jurek - odparł nowy.
Szef się skrzywił:
- Słuchaj, nie dociekam, gdzie wcześniej pracowałeś i w jakiej atmosferze, ale ja nie zwracam się do nikogo w mojej firmie po imieniu. To rodzi poufałość i może zniszczyć mój autorytet. Zwracam się do pracowników tylko po nazwisku, np. Kowalski, Malinowski. Jeśli wszystko jasne, to jakie jest twoje nazwisko? - Kochany - westchnął nowy. - Nazywam się Jerzy Kochany.
- Dobra, Jurek, omówmy następna sprawę.
* * * * * * *
Kierowca zatłoczonego autobusu ostro nim manewruje. Pasażerowie przewracają się, wala głowami w szyby itp.
Jeden z pasażerów:
- Panie, kurwa, świnie pan wieziesz, czy co?!
Na to kierowca:
- A co? Ktoś się w ryj uderzył?
*******************
Spotykają się trzy krokodyle.
Pierwszy: Ale mam ciężki dzień. Wczoraj zjadłem rosyjskiego generała, który miał tyle orderów, że mi cały przełyk pocharatał.
Drugi: Ja wczoraj zjadłem Francuza i cały czas mi się perfumami odbija.
Trzeci: Ja to mam dopiero przechlapane. Tydzień temu zjadłem polskiego ekonomistę i do dzisiaj się zanurzyć nie mogę. Taki miał pusty łeb.
***************
Mąż do żony:
- Co byś zrobiła gdybym powiedział, że wygrałem w totka?
- Zabrałabym połowę kasy i odeszła od ciebie.
- To masz tu 7,50 PLN i spierdalaj.
środa, 21 stycznia 2009
Zasady medycyny ratunkowej
Zasady Medycyny Ratunkowej  (na wesoło)
 
> Są 2 rodzaje wezwań: Ja pierdolę! i Nie pierdol!
> Chorzy ludzie się nie wkurwiają.
> Około 70%ofiar pobić prawdopodobnie sobie zasłużyło.
> Każde krwawienie ustaje...kiedyś.
> Każdy w końcu umrze, czego byś nie zrobił.
> Jeśli ktoś ma umrzeć z powodu zatrucia chemikaliami, rażenia prądem
> lub innych niebezpieczeństw
> czyhających na miejscu zdarzenia, to niech to będzie pacjent, nie ty.
> Jakikolwiek ratownik, strażak czy policjant, który jest bardziej pijany
> niż pacjent, stanowi problem.
> Jeśli pacjent siedzi i rozmawia z tobą, to pacjent nie ma migotania
> komór, nieważne co pokazuje monitor.
> Jeśli już musisz wymiotować, prawdopodobnie dobrze by było odwrócić
> się od pacjenta.
> Jeśli pacjent będzie wymiotował (szczególnie chlustające wymioty),
> postaraj się wycelować w tych gapiów, którzy nie chcieli opuścić
> miejsca zdarzenia.
> Każda gorączka w końcu opada do temperatury pokojowej.
> Martwemu się już nie polepszy. Z drugiej strony, też mu się nie pogorszy.
> Śmierć stabilizuje stan pacjenta.
> Pociesz się, że większość twoich pacjentów przeżywa,czego byś nie robił.
> Większość twoich pacjentów jest zdrowsza niż ty.
> Praca w pogotowiu oznacza, że wszystkie święta możesz spędzić w
> towarzystwie przyjaciół, na służbie.
> Praca w pogotowiu oznacza ,że masz szansę nabyć rzadkie, egzotyczne i
> ekscytujące nowe choroby.
> Medycyna ratunkowa stoi w sprzeczności z procesem selekcji naturalnej.

a ponadto:
sobota, 17 stycznia 2009
Co to jest milosc?
Co to jest milosc?
- Swiatlo zycia.
- A malzenstwo?
- Rachunek za swiatlo.


Na wesolo
Na porodówce doktor prezentuje oszalałemu ze szczęścia ojcu nowo narodzone dziecko.
Ten bierze je ostrożnie na ręce i szepcze:
- Chłopczyk, Boże, chłopczyk...
Lekarz na to kwaśno:
- Dziewczynka! I niech pan puści mój palec...

----------------

Sposób spędzania czasu przez emerytów w różnych krajach;
- USA - butelka whisky i cały dzień na rybach.
- Francja - butelka wina i cały dzień na dziewczynach.
- Polska - butelka moczu i cały dzień w przychodni.

----------------

Szef daje pracownikowi urlop , w którym może udać się na finansowane przez firmę wakacje. Zastrzega , żeby z wszystkich wydatków przywieźć fakturę .
Po dwóch tygodniach pracownik wraca i pokazuje fakturę :
- wyżywienie 120 zł
- nocleg 400 zł
- wycieczki 300 zł
- seks w burdelu 2000 zł
Szef czyta i mówi :
- Na przyszłość proszę nie pisać wulgarnie " seks w burdelu " powiedzmy "wbijanie gwoździ "
Za rok pracownik znów ma darmowe wakacje , wraca i pokazuje fakturę :
- wyżywienie 200 zł
- nocleg 1000 zł
- wycieczki 200 zł
- wbijanie gwoździ 6000 zł
- naprawa młotka 5000 zł
piątek, 16 stycznia 2009
Madrosc zyciowa Bacy
- Przykro mi, baco, ale macie raka.
   Baca zasępił się, pomyślał, podrapał po głowie i pyta:
 - Doktorze, a nie możecie mi napisać, ze mam łejds?

  - ..? No, ale dlaczego baco? - pyta zdziwiony doktorAIDS

 - Ano, po pirse, to bede pirsy we wsi co ma łejds, po wtóre, to bede
 miał pewność, ze po mojej śmirci mojej baby żaden nie rusy,a po czecie,
 to chciałbyk zobacyć mordy tych, co juz jom rusali...

środa, 07 stycznia 2009
Zawieranie znajomosci
Rżewski stoi na balu. I pali papierosa, bacznie patrząc na kobiety. Wtem podchodzi do niego urocza niewiasta.
- Tańczy pan poruczniku?
- Kobieto, ja nienawidzę tańczyć. Stoję to sobie i patrzę na tych wyginających się kretynów...
- A czytał pan może "Wojnę i pokój"?
- Ja?! "Wojnę i pokój"?! Ja nienawidzę czytać! Kiedyś wziąłem w ręce to opasłe g*wno, to myślałem, że sam się zesram, jak przewróciłem pierwszą kartkę, a później...
- A czy podoba się panu Paryż?
- Paryż-sraryż... K*rwa, przecież to popierdzielone miasto! Jak ja nienawidzę Paryża... Bulwary-srary, uliczki-sryczki... Żmierinka to dopiero miasto. I na fortepian n*srać można i k*rewki poobmacywać...
- Poruczniku, a czy...?
- Nie!
- Poruczniku, a...
- Nie!!!
Dziewczyna odwraca się na pięcie i odchodzi.
- Ot, suka, poszła sobie... - mruczy Rżewski. - I znów nie udało się zawrzeć znajomości.

Fortuna
Młodzieniec zapytał starszego wiekiem bogatego mężczyznę o to, jak ten dorobił się fortuny.

Starszy człowiek pogładził palcem drogą wełnianą kamizelkę i rzekł: „Cóż, synu, to był rok 1932, apogeum Wielkiego Kryzysu. Zostało mi ostatnie pięć centów."

„Zainwestowałem te pięć centów w jabłko. Cały dzień spędziłem na polerowaniu tego jabłka, a pod koniec dnia sprzedałem je za 10 centów."

„Następnego ranka zainwestowałem te 10 centów w dwa jabłka, które następnie cały dzień polerowałem, żeby o 17:00 sprzedać je za 20 centów. W ten sposób przepracowałem okrągły miesiąc, pod koniec którego zebrałem fortunę w wysokości 9,80 USD."

„Potem zmarł mój teść i zostawił nam dwa miliony dolarów"
wtorek, 06 stycznia 2009
Na wesolo
Wchodzi facet do domu i widzi, jak pakuje sie jego dziewczyna.
 - Co robisz kochanie?
 - Odchodze od Ciebie...
 - Ale dlaczego?????
 - Bo jestes pedofilem!!!!
 - Mocne slowa jak na dziewieciolatke.
***
Pijak wraca do domu o czwartej nad ranem...
 - Gdzie byles? - pyta zona.
 - Na... czynie.
 - Na jakim czynie?
 - Naczynie, bede rzygal.... ..
***
 Facet postanawia unieszkodliwic swoja tesciowa, udaje sie
 wiec do sklepu po jakies drapiezne zwierze. Niestety, sa jedynie
 pelikany, ale sprzedawca zapewnia, ze ptaki sa w stanie zadziobac
starsza pania w kilka sekund.
 Facet decyduje sie na zakup dwóch sztuk. Po powrocie do
 domu nadchodzi czas próby:
 - Pelikany na stól! - pelikany rozwalaja stolik w pyl.
 Facet, wniebowziety, mówi dalej:
 - Pelikany na krzeslo! - ptaki rozdziobuja krzeslo w drobny mak.
 Nagle wchodzi tesciowa i od progu wola:
 - A na ch   uj ci pelikany?
***
Przychodzi facet do pracy pobity, podrapany itd. Kumpel go pyta:
 - Kto ci to zrobil?
 - Zona...
 - Zona? za co!?
 - Powiedzialem do niej - ty.
 - I za to cie pobila? A jak dokladnie powiedziales?
 - Ona mówi do mnie - juz sie nie kochalismy ze dwa lata...
 A ja do niej: - chyba ty.
***
 Jezeli w malzenstwie dzieje sie zle, to winne sa obie strony: i zona i
tesciowa.
***
Przychodzi facet zadowolony krzyczac:
 - Jozka wygralismy w totolotka pakuj sie!
 - A co wyjezdzamy?
 - Nie, wypierdalaj!
***
Dwoch przyjaciol wybralo sie do baru na drinka. Jeden z nich zaglada do
szklanki i wola do drugiego:
 - Stary! Pierwszy raz widze kostke lodu z dziurka!
Drugi smetnym glosem odpowiada:
 - Malo widziales. Ja z taka zyje od 15 lat...
***
 Sprzeczka malzenska. Zona do meza rozkazujacym tonem:
 - Natychmiast wychodz spod tego stolu!
 - Nie wyjde!
 - Mowie Ci wylaz!
 - Nie wyjde!
 - Wylaz ty tchorzu!
 - Nie wyjde! Chlop musi miec swoje zdanie!
***
 Mąż wraca do domu lekko niewyraźny:
 Ż: Piłeś?
M: No coś ty, ani kropelki
Ż: Przecież widzę, że ledwie stoisz na nogach. Przyznaj się. Piłeś?
M: Nie piłem
 Ż: Powiedz Gibraltar
M: Piłem.
***
Panie graja w golfa. Jedna z nich uderzyla pileczke -
 chciala prosto, poszlo w lewo. Z obserwujacych je panów jeden
zgial sie w pól, wsadzil dlonie pomiedzy uda i wrzasnal. Pani podeszla do
niego:
- Ja bardzo pana przepraszam, ale to bylo niechcacy.
Pan dalej jeczy :)
- Jestem fizykoterapeutka, moze bede w stanie panu pomóc.
Pan nadal jeczy. Pani rozpoczyna masowanie okolic krocza; po chwili pyta:
 - No i jak?
- Bardzo przyjemnie, ale kciuk nadal boli...
***
Malzonkowie wpadaja na dworzec kolejowy, co sil biegna na
 peron, niestety, za pozno. Maz odwraca sie do zony i krzyczy:
 - Gdybys sie tak nie guzdrala, to bysmy zdazyli!
 - Gdybys mnie tak nie poganial, to bysmy krocej czekali na nastepny!
***
Rozmawiaja trzy babcie. Pierwsza mowi:
 - Moj wnuczek bedzie chyba lekarzem, bo ciagle robi lalkom zastrzyki.
Druga
babcia na to:
 - A moj to chyba na ogrodnika pojdzie, bo ciagle w ogrodku  przesiaduje.
Na to chwali sie trzecia babcia:
 - A moj to na pewno zostanie szewcem albo pilotem, bo ciagle wacha klej i
mowi: Ale odlot!
***
Szef do pracownika:
 - Panie Kowalski w tym tygodniu przychodzi pan juz czwarty raz spozniony,
dlaczego?
 - Poniewaz to czwartek.
***
Wraca maz do domu po pracy, w lózku lezy zona cokolwiek
 rozanielona. Maz otwiera szafe i widzi golego faceta, który klaszcze w
dlonie.
 - Co pan tu robi?
 - Mole odganiam.
 - Na golasa?
 - Patrz pan, ciuchy mi zzarly.
***
Pewna młoda amerykanka, przed ślubem, postanowiła skorzystać z
jeszcze przysługującej jej wolności. Wybrała się do Paryża. Na
lotnisku wsiada do taksówki i prosi kierowcę, aby zabrał ją do
 najbardziej wyuzdanego damskiego lokalu. Przyjeżdżają na miejsce. W
lokalu
kłębi się tłum.
Drinki i zwyczajny gwar. Amerykanka jest trochę rozczarowana. Ale
nagle, na scenę wybiega konferansjer i zapowiada:
 - Drogie Panie, przed wami PEPE!!!
Na scenę wbiega facet, ubrany bardzo skąpo. Przed nim stoi
stoliczek, a na nim orzech włoski. Facet, tańczy wywijając penisem i w
pewnym momencie uderza przyrodzeniem w orzecha. Ten rozpada się na drobne
kawałeczki.Panie szaleją. Amerykanka jest zachwycona. Po wielu, wielu
latach, starsza pani postanawia powrócić do miejsc, jakie odwiedziła w
młodości, aby przypomnieć sobie najpiękniejsze chwile. Leci więc do Paryża
i
udaje się do niezapomnianego lokalu. Ta sama atmosfera. Pełno kobiet.
 Konferansjer zapowiada:
 - Drogie Panie, przed wami PEPE!!!
Amerykanka jest bardzo podniecona. Czyżby ten sam PEPE!
 Rzeczywiście!!!
Na scenę wbiega starszy facet. Przed nim stolik, a na stoliku orzech
kokosowy.
 Facet rozpoczyna taniec, wywija penisem i nagle... Bach!
Uderza w orzecha kokosowego. Ten zaś rozlatuje się na kawałki.
Amerykanka   szaleje razem z tłumem. To niesamowite!
Kupuje bukiet kwiatów i idzie do garderoby gwiazdora.
- Proszę pana, byłam tu kilkadziesiąt lat temu. Wtedy pan rozbijał orzecha
włoskiego! A teraz, to wprost niesłychane,
wielkiego kokosa!!! Jak pan to może wyjaśnić?!
 - To proste, madame, już nie ten wzrok, co kiedyś!
***
 - Dlaczego programista na umycie głowy zuzywa cala butelke
 szamponu?
 - Bo w instrukcji napisali: nalozyc, splukac, czynnosc powtorzyc.
***
 Jasiek przed slubem bardzo prosil swoja Hanusie, zeby mu sie
 oddala przed slubem.
 - Jasiu, nie oddam ci sie, bo chce byc do slubu czysta jak lilia..., a
poza
tym to po rypaniu zawsze mnie glowa boli...
Muzyka z MusicLib
Criss Angel - Magia jedzenia
Click Here 2 Get Free Comment Pics
Click 2 Get Free Tags
Free Glitter Graphics
Click Here 2 Get Free Comment Pics
Click 2 Get Free Tags
Free Glitter Graphics PustaMiska - akcja charytatywna